piątek, 30 stycznia 2015

Zniszcz mnie…

Napluj, żuj, weź pod prysznic czy na spacer, wysmaruj czymkolwiek, podziuraw i zrób, co tylko jeszcze przyjdzie ci do głowy. Spokojnie, nie oszalałam jeszcze. Tak mniej więcej brzmią zadania stawiane „czytelnikom” notesu (bo chyba nie można tego nazwać książką) pod nazwą Zniszcz Ten Dziennik. Proponowane polecenia mają podobno przekształcić destrukcję w kreację, uruchomić wyobraźnię i wyrazić emocje. Mają być swoistą formą artystycznego wyżycia się.  Dziennik stał się bestsellerem i zrobił furorę głównie wśród nastolatków. Właściwie mnie to nie dziwi, gdyż ludzie w tym wieku często ulegają modowej fali niekonwencjonalnego produktu na rynku. Uwielbiam czytać książki i może dlatego jestem przeciwniczką traktowania ich w taki kreatywny sposób. Dla mnie ten produkt jest raczej formą psychoterapii, którą być może autorka przeszła w ten sposób i którą teraz z ogromnym zyskiem sprzedaje innym. Ufam, że ci bardziej rozsądni „czytelnicy” nie wykonają wszystkich poleceń dosłownie. Natomiast strach pomyśleć, co zrobią desperaci o chorej wyobraźni wykonujący z zadowoleniem polecenie typu-Tutaj zbieraj martwe robaki.  Brr… Osobiście wolałabym pieniądze wydać na bilet do kina lub kawę z przyjaciółką.


Takie jest moje zdanie. Licznych sympatyków tej pozycji w księgarniach nie zamierzam krytykować, lecz raczej zrozumieć. Widać, że mamy różne gusty i różne potrzeby wyrażania siebie. Szanować jednak możemy się nawet mając odrębne zdania. Mam nadzieję, że jest to kolejna moda, która jak każda przychodzi i odchodzi.


 robaki2

czwartek, 29 stycznia 2015

Szansa na nowe standardy w Radzie Miasta

Wczorajsza sesja  była jak zwykle ciekawym (dla słuchającego z boku) spotkaniem radnych i burmistrza w celu uchwalenia ważnych spraw dla naszego miasta. Rozpatrzono projekty uchwał, były dyskusje i zapytania radnych, jednym słowem standardowa procedura . Moją szczególną jednak uwagę zwróciła kwestia podniesiona pod koniec sesji,  dotycząca obecności radnych na sesjach i komisjach. Radni Lużyńska i Pietrucha zwrócili uwagę na fakt, iż często ich koleżanki lub koledzy nie są obecni przez cały czas na posiedzeniach-znacznie się spóźniają, wychodzą w połowie sesji  bez słowa i  już nie wracają. Często co niektórzy  przesypiają (czyżby przykład wzięty z ław sejmowych? ). Diety jednak biorą w całości ponieważ na liście się podpisali. W ich przekonaniu to po prostu nieuczciwe i nieeleganckie zachowanie. Tu się z nimi całkowicie zgadzam i popieram. Poprosili Przewodniczącego Rady, by ten kontrolował i wyciągał wnioski/konsekwencje wobec  takiej  postawy niezdyscyplinowanych radnych.  Wywołało to krótką lecz burzliwą dyskusję. Radny Dec zaproponował zakończenie tego wątku argumentując  tym, że to wyborcy wyciągną wnioski i ocenią  niechlubny zwyczaj niektórych radnych. Zwracam uwagę jednak, że wyborcy ocenią dopiero za 4 lata, więc  warto może najpierw wsłuchać  się w to co mają do powiedzenia na ten konkretny temat już dziś. 


Jest takie mało eleganckie powiedzenie (ale jakie zachowanie takie powiedzenie )- nająłeś się na psa to szczekaj.  Zostałeś człowieku radnym to zachowuj się jak na radnego przystało-uczciwie, z zaangażowaniem, godnie pracuj. Nikt nikogo nie zmusza bycia radnym.  Jeśli  twoje obowiązki rodzinne, zawodowe lub inne nie pozwalają Ci na pełne uczestnictwo i pracę w posiedzeniach to po co pchasz się do Rady Miasta, zrzeknij się mandatu. Daj szansę innej osobie, która chce w pełni pracować na rzecz miasta i mieszkańców. Każdy z nas rozumie, że są czasem wypadki losowe, które przekreślają wcześniej zaplanowane obowiązki radnego. Nikt o takie rzeczy nie ma pretensji  bo są rzeczy , których przewidzieć się nie da. Jednak warto chyba zmienić ten dotychczasowy  niechlubny zwyczaj  wychodzenia z sesji i wprowadzić zmiany w statucie miasta regulujące takie zachowanie, a tym samym wprowadzić nowe standardy w Radzie Miasta.


spanie

środa, 28 stycznia 2015

Marki to powód do euforii

Jakiś czas temu pisałam o Markach jako mieście brudnym, zaniedbanym i rozwijającym się w wolnym tempie. Tu zdania dalej nie zmieniam. Natomiast znalazłam jeden powód, by z przyjemnością chwalić się , że mieszkam w tym mieście. …chodzi o nazwę przynajmniej.


Mapa Polski aż roi się od nietypowych nazw miejscowości, które dziwią, śmieszą czy wręcz szokują. Zastanawiamy się kto i dlaczego nazwał tak te miejsca i w duchu cieszymy się, że mieszkamy  w „normalnym ” mieście. Każda z tych nazw ma oczywiście swoją etymologię i historyczne źródła , od której pochodzi  ale przecież nikt z nas o niej wcześniej nie słyszał. W Polsce jak się okazuje mamy kilkadziesiąt perełek, których nazwa czasem szokuje lub śmieszy.


Oto kilka tylko przykładów tych gorzej kojarzonych:  Stolec , Białykał (do 1999r. Biały Kał), Złe Mięso, Piekło, Pomyje, Lenie Wielkie, Alfonsów, Suczki, Skurgwy, Szwaby, Żebrak, Ostatni Grosz, Koniec  Świata i jeszcze Zgon.


Są też bardziej przyjemne/zabawne nazwy jak: Grzeczna Panna, Tumidaj, Nowe Laski, Nowe Rumunki, Całowanie, Niebo, Parafianka, Bujny Książe, Królowa Polska czy też Zimna Wódka.


Mamy również  światowe nazwy typu Ameryka, Czechy, Paryż, Betlejem, Ruska Wieś, Wenecja, Bagdad, Szwecja, Rzym czy Syberia.


Sami zatem widzicie, że mówiąc mieszkam, pracuję, pochodzę z Marek możemy być zadowoleni, bo nic szokującego, sprośnego czy zabawnego z tą nazwą nikomu nie może się  kojarzyć… co najwyżej  z niewielkim półświatkiem.


r2       13_04_S8-Marki2

piątek, 23 stycznia 2015

Jeannette Kalyta -zwykła kobieta i niezwykła położna

Każda  przyszła marecka (choć nie tylko) mama myśli z mniejszym bądź wiekszym niepokojem o czekającym ją porodzie. To niezwykłe wydarzenie każda  z nas  chciałaby po latach wspominać  z uśmiechem na twarzy  i szczęściem w sercu. Dlatego dzisiejszy wpis dotyczy znanej polskiej położnej, którą szczerze polecam każdej ciężarnej z Marek.


Jeannette Kalyta to położna z 25-letnim stażem, profesjonalistka w swoim zawodzie i rewolucjonistka w polskim położnictwie  do dziś zmieniająca jego oblicze. Jest  najbardziej  rozpoznawalną położną w Polsce i najbardziej renomowaną  w Warszawie. Nazywana często „położną gwiazd” powtarza niezmiennie od lat, że swym zawodem służy każdej ciężarnej. To również matka, kobieta z klasą lecz przede wszystkim położna z prawdziwym powołaniem.


Gdyby zapytać dziś starsze pokolenie kobiet jak kiedyś rodziło się w szpitalach, to wiekszość z nich nie chciałaby wracać do tych wspomnień. Przedmiotowe traktowanie ciężarniej, poród bez odrobiny intymności, ból, lęk oraz izolacja matek od noworodków (nie mówiąc już o obecności ojca przy porodzie) to powszechny zwyczaj dawnych porodówek. Dziś wygląda to inaczej. Porody rodzinne już nikogo nie dziwią, znieczulenie zewnątrzoponowe pozwala w znacznym stopniu znieść ból porodowy, rodzące mają dostęp do pojedyńczych, przytulnych sal i przede wszystkim tuż po narodzinach dzieci są od razu przy swoich mamach co pozwala obojgu na szczególną więź bliskości i jedności. O takie właśnie warunki i takie standardy zabiegała Jeannette Kalyta.


Odważna położna, bo jako młoda stażystka, wbrew przyjętym wówczas praktykom, położyła tuż po porodzie na brzuch matki  nowonarodzone dziecko. Tym niestandardowym zachowaniem (Boże, cóż za czasy to były?!) naraziła się wielce swojemu ówczesnemu środowisku położnych i lekarzy co pokazuje jak przedmiotowo dawniej traktowano rodzącą i dziecko. Przez kolejne lata z dużą determinacją walczyła o godny, intymny i w przyjaznych warunkach szpitalnych  poród i połóg. Uczyła swoje koleżanki empatii oraz  pełnego oddania swej podopiecznej. Dziś widać, że wygrała tę walkę. Dziś Jeannette Kalyta to marka sama w sobie. Z przyszłymi mamami stara spotykać się jeszcze długo przed porodem, by nawiązać nić wzajemnego zaufania, zachęca oboje rodziców do uczestnictwa w szkole rodzenia. O Jej licznych walorach i zawodowym dorobku w polskim położnictwie długo jeszcze by pisać. Dlatego po więcej informacji odsyłam do internetu. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej jaką jest osobą i położną to polecam do przeczytania wywiad pod tym linkiem http://www.styl.pl/magazyn/wywiady/news-jeannette-kalyta-dziecko-przyjme,nId,1089493 . Niezwykle ciekawy, szczery, miejscami poruszajacy,  wyczerpujący w charakterystyce człowieka jakim jest Jeannette.


Przyszłe mareckie mamy życzę Wam byście w okresie ciąży, porodu i połogu trafiały wyłącznie na takie położne jak Jeannette  Kalyta. Matka i dziecka są dla niej najważniejsze. Nasze drogi na gruncie zawodowym dwukrotnie w przeszłości się skrzyżowały i  dlatego z czystym sumieniem polecam jej doświadczenie i  oddanie.


Polecam także  wydaną ostatnio Jej książkę  „Położna. 3550 cudów narodzin”. Jest podsumowaniem 25-letniej pracy w tym zawodzie, opisem wielu przyjętych porodów i  swiadectwem kim dla rodzącej jest położna  i jak wygląda jej praca. Książka z miejsca stała się bestsellerem. Znana aktorka  Anna Mucha na swoim blogu pisała, że pochłonęła ją  w kilka godzin. A to chyba najlepsza recenzja dla książki.


jeannette Kalyta

wtorek, 20 stycznia 2015

Facelook

Wielu ludzi zaczyna i kończy dzień z facebookiem. Portal ten stał się częścią życia wielu ludzi na całym świecie. Swoje profile mają  na nim prawie wszyscy nasi znajomi, mają politycy, celebryci, urzędy, firmy, a nawet najwyżsi dostojnicy. Ja również mam na nim konto i często z niego korzystam. Powodów jest kilka:

-dostęp do ciekawych wydarzeń społecznych, politycznych lub sportowych  bez konieczności kupowania codziennej prasy


-szybka i darmowa możliwość „odgrzania ” znajomości  z ludźmi , z którymi straciłam kontakt lub mieszkają od dawna za granicą


-wiele informacji mogę łatwiej oraz szybciej uzyskć i  przekazać dalej


-mogę śledzić ciekawe dyskusje i na bieżąco w nich uczestniczyć poprzez swoje komentarze


-szybka reakcja innych na posty typu zgubiłam/znalazłam, poszukuję, gdzie zgłosić, kto naprawi, co się dzieje, itp. to kolejny powód by mieć konto na portalu


- mobilność,  korzystając z telefonu nie muszę siedzieć przed komputerem


- wymiana poglądów i doświadczeń z ludźmi zupełnie obcymi, ale mającymi te same zainteresowania


To tylko kilka korzyści jakie daje mi facebook. Jednak nie jest to dla mnie narzędzie do spędzania czasu. Z osobami, na których mi naprawdę zależy, wolę utrzymywać kontakty osobiste. Jeśli chcę dowiedzieć się, co słychać u moich bliskich przyjaciół  to do nich zwyczajnie  dzwonię.


Na facebooka można spojrzeć również krytycznie. Wiele osób widzi w nim zagrożenie. Oto niektóre przykłady:


-uzależnia pochłaniając większość naszego cennego czasu. Każdą wolną chwilę poświęcamy by zajrzeć na profil, bo być może ktoś coś nowego napisał


-brak prywatności. Zagrożeniem są nie tylko włamania na konta, ale także samo wykorzystanie naszych danych przez serwisy czy niebezpieczne aplikacje


-portale społecznościowe uwydatniają wszelkie patologie społeczne(pedofilia, rozwiązłość)


-łatwość obrzucenia kogoś wulgaryzmami czy wręcz gnojenia patrząc w szklany ekran laptopa zamiast prosto w oczy


-prawdopodobny handel naszymi danymi


-kradzież tożsamości


-wykorzystywanie kont użytkowników facebooka do propagowania szkodliwego oprogramowania poprzez zachęcanie do polubienia najdziwniejszych witryn


Facebook jak każdy inny portal społecznościowy ma zalety i wady. Używając go z rozwagą można wiele zyskać, podchodząc zaś lekkomyślnie wiele stracić. Póki co cieszmy się pasjami swoich znajomych i w nienachalny sposób dzielmy się swoimi. Wszak wszystko jest dla ludzi, ale z niczym nie należy nigdy przesadzać.


f

Gdy Ci smutno, gdy Ci źle... przeczytaj książki te!

Znacie na pewno ten stan, gdy rzeczywistość skrzeczy, a złowróżbne informacje w mediach wypełniają nasze dni, to właśnie wtedy najbardziej p...