piątek, 13 lutego 2015

Cukier wanili(n)owy

Ciekawa jestem czy wy również nie zauważyliście tej zmiany na opakowaniu? Ja do dziś żyłam w przekonaniu, że kupuję dalej cukier waniliowy.  Ale szybko sprawdziłam w szufladzie z przyprawami  i …faktycznie, jak wół jest napisane-cukier wanilinowy.


Wanilina to organiczny związek chemiczny stanowiący jeden ze składników aromatycznych wanilii. To właśnie on odpowiada za zapach i smak, który cenimy w popularnej przyprawie. Przyprawie, niestety, bardzo drogiej. Z tego też powodu, nie od dzisiaj, często zastępuje się ją tańszym, chemicznym odpowiednikiem. Do Polski wanilina trafiła głównie dzięki działalności firmy Dr. Oetkera. Dziś stosowana jest przez wszystkie firmy w branży spożywczej. Cena zwykłego opakowania cukru wanilinowego to koszt ok. 30 groszy, zaś tego z dodatkiem prawdziwej wanilii to koszt prawie 2 złotych czyli 6-krotnie wyższy. Za jakość trzeba jednak więcej zapłacić, ale smak i aromat  jest przecież tego wart.


Mój następny zakup cukru o tym aromacie z pewnością będzie zawierał prawdziwą wanilię.  W końcu 2 zł. to nie majątek  ;-)


 cukier2

wtorek, 10 lutego 2015

(Anty)Walentynki

Jak to zwykle bywa w naszym kraju coś, co początkowo ma wielu zwolenników, zaraz potem ma tłumy przeciwników. Dzień Zakochanych czyli popularne walentynki każdego roku zyskuje rzeszę nowych fanów. „Święto” zdobywa równocześnie coraz większą liczbę przeciwników. Jedni uważają ten dzień za świetną okazję do celebrowania miłości, drudzy natomiast wskazują jego wszechobecną komercjalizację i sprzeciwiają się walentynkowemu szaleństwu.


Antywalentynki od kilku lat funkcjonują już w naszym społeczeństwie i coraz częściej organizowane są przez kolejne miasta i coraz chętniej przez różne podmioty. Grupą, która zapoczątkowała w 2009 roku alternatywny sposób celebrowania tego dnia, okazała się społeczność licznych singli i singielek. To reakcja obronna osób samotnych, które potrzebowały się zjednoczyć. Moda na „świętowanie” antywalentynek trwa dalej, gdyż coraz więcej klubów i sieci kin rezygnuje z organizacji imprez dedykowanych zakochanym, na rzecz wieczorów dla singli oraz par, które po prostu nie lubią tego „święta”. Tak dzieje się w np. w Łodzi, Krakowie, Warszawie czy Toruniu.


Moim zdaniem popularność antywalentynek jest efektem tzw. owczego pędu. Im więcej słyszymy opinii, że coś jest passe(w tym wypadku Dzień Zakochanych), tym chętniej deklarujemy swój dystans do tego. Dlaczego więc ludzie podążają jak bezmózgie lemingi za trendem i modą? Odpowiedź jest banalna: większość z nich nie ma własnego zdania. Byle za tłumem, który rzekomo dokonuje selekcji tego, co dobre i złe. Tyle, że tłum nie zawsze ma rację. Uważam, że każdy powinien celebrować ten dzień na swój sposób i nie przejmować się opinią większości. Warto też pamiętać, że z modami jest tak, iż przychodzą falami, potem odchodzą i wreszcie znikają. Dlatego do walentynek mam stosunek ambiwalentny. Fajnie, że są, ale czy ten jeden dzień coś szczególnie zmieni w naszych związkach? Raczej nie, bo pokazywać jak bardzo nam zależy na drugiej osobie należy codziennie.


 wal

niedziela, 8 lutego 2015

Marecki czytelnik

Kim jest niepozorna postać, nieposiadająca żadnych zewnętrznych oznak swojej przynależności do nieformalnego klubu pasjonatów książki? To czytelnik. Miłośnik lub fan zazwyczaj określonego typu literatury  np. czytelnik romansów, czytelnik kryminałów, czytelnik gazet.


Polskie czytelnictwo jest raczej mizerne. Z najnowszych badań przeprowadzonych przez Bibliotekę Narodową i TNS Polska wynika, że w zeszłym roku czterech na dziesięciu Polaków nie przeczytało ani jednej książki. Połowa naszych rodaków nie sięgnęła nawet po tekst dłuższy niż trzy strony. Najwięcej książek czytają uczniowie i studenci (73%). Najmniej czytają osoby powyżej 60 roku życia (34%), mieszkańcy wsi (34%), członkowie rodzin o dochodzie mniejszym niż 2 tys. zł (30%) oraz emerytowani rolnicy (14%).Bez większej żenady do coraz rzadszego czytania przyznają się także osoby z wyższym wykształceniem(35%).


Jak wygląda czytelnictwo w Markach? Najpierw kilka danych uzyskanych dzięki uprzejmości Dyrektor  p. Małgorzaty Rowickiej,  dotyczących Biblioteki Publicznej Miasta Marki + Filii w Pustelniku + Fillii w Strudze za 2014rok:


Wielkość zbiorów ogółem: 69 645 woluminów                                        


Liczba aktywnych czytelników: 4318 osób, w tym do lat 15: 1639


Liczba odwiedzin: 37 709


Liczba wypożyczonych książek: 67 682


Ogółem liczba wypożyczonych zbiorów: 70 807 (książki, audiobooki i filmy, książki udostępniane na miejscu)


Przedstawione liczby same w sobie są imponujące, ale wnioski już niekoniecznie. Przyjmując, że w Markach na dzień 31 grudnia 2013roku zameldowanych było 29 032 tys. mieszkańców to wynika, że tylko 15% Markowian jest czytelnikami naszych bibliotek publicznych. Statystycznie każdy z nich odwiedził ją  w zeszłym roku 9 razy i wypożyczył w tym czasie 16 książek, z czego 4/5 to beletrystyka. Osoby powyżej 15 roku życia stanowią 62% zapisanych czytelników. Z ilości woluminów będących w zbiorach bibliotecznych i wypożyczeń można przyjąć, że każda z książek przynajmniej raz była wypożyczona.


Sama korzystam z biblioteki na Lisa Kuli. Miłe, pomocne i kompetentne panie bibliotekarki oraz duża ilość nowości wydawniczych to niezaprzeczalny atut tego miejsca. Zachęcam do zapisywania i odwiedzania tych, którzy lubią czytać. Nie zamierzam przekonywać tych osób, którym z książką nie po drodze. Wszak czytanie to dobrowolna przyjemność.


czytanie

środa, 4 lutego 2015

"Niewidzialny strażnik" Dolores Redondo

Ostatni mój wpis dotyczył pseudo-książki, którą zamiast czytać należało zniszczyć. Dziś chcę polecić wszystkim miłośnikom powieści z dreszczykiem 1 tom trylogii hiszpańskiej pisarki Dolores Redondo. Dotąd myślałam, że dobry kryminał/thriller to tylko w wydaniu skandynawskim. A tu proszę- powiew świeżości w postaci Niewidzialnego strażnika, powieści o tajemniczym, mrocznym, wręcz namacalnym klimacie. Książka pisana przyjemnym językiem, z wartką akcją, naznaczona koszmarami minionych lat głównej bohaterki  komisarz Amai Salazar. Połączenie kryminału z mitologią i wierzeniami baskijskimi. Klimat odizolowanej od świata społeczności małego miasteczka, otoczonego gęstwiną lasów przywołuje na myśl klimaty serialu Miasteczko Twin Peaks. Nietuzinkowa powieść, która oprócz serii niewyjaśnionych morderstw i trudnego śledztwa, opisuje także traumę dzieciństwa i toksyczne relacje w rodzinie głównej bohaterki. Warto sięgnąć. Polecam.


12


W mrocznej dolinie rzeki Baztán zostaje znalezione nagie ciało nastoletniej dziewczyny. Policja szybko ustala związek pomiędzy jej śmiercią a mordem na innych młodych ofiarach. Śledztwo trafia w ręce detektyw śledczej Amaii Salazar. Aby je prowadzić, Amaia wraca do rodzinnego miasteczka, które kojarzy jej się raczej z koszmarami dzieciństwa, niż beztroską idyllą młodości. Jej zmagania ze sprawą brutalnych morderstw angażują ją także osobiście, a wstrząsające zbrodnie ujawniają symbolikę seksualną. Wzdłuż rzeki odnajdują się kolejne ciała, nie pozostawiając detektyw ani chwili wytchnienia. Przerażająca, nierozwikłana tajemnica z dzieciństwa powraca niczym koszmarny sen…

piątek, 30 stycznia 2015

Zniszcz mnie…

Napluj, żuj, weź pod prysznic czy na spacer, wysmaruj czymkolwiek, podziuraw i zrób, co tylko jeszcze przyjdzie ci do głowy. Spokojnie, nie oszalałam jeszcze. Tak mniej więcej brzmią zadania stawiane „czytelnikom” notesu (bo chyba nie można tego nazwać książką) pod nazwą Zniszcz Ten Dziennik. Proponowane polecenia mają podobno przekształcić destrukcję w kreację, uruchomić wyobraźnię i wyrazić emocje. Mają być swoistą formą artystycznego wyżycia się.  Dziennik stał się bestsellerem i zrobił furorę głównie wśród nastolatków. Właściwie mnie to nie dziwi, gdyż ludzie w tym wieku często ulegają modowej fali niekonwencjonalnego produktu na rynku. Uwielbiam czytać książki i może dlatego jestem przeciwniczką traktowania ich w taki kreatywny sposób. Dla mnie ten produkt jest raczej formą psychoterapii, którą być może autorka przeszła w ten sposób i którą teraz z ogromnym zyskiem sprzedaje innym. Ufam, że ci bardziej rozsądni „czytelnicy” nie wykonają wszystkich poleceń dosłownie. Natomiast strach pomyśleć, co zrobią desperaci o chorej wyobraźni wykonujący z zadowoleniem polecenie typu-Tutaj zbieraj martwe robaki.  Brr… Osobiście wolałabym pieniądze wydać na bilet do kina lub kawę z przyjaciółką.


Takie jest moje zdanie. Licznych sympatyków tej pozycji w księgarniach nie zamierzam krytykować, lecz raczej zrozumieć. Widać, że mamy różne gusty i różne potrzeby wyrażania siebie. Szanować jednak możemy się nawet mając odrębne zdania. Mam nadzieję, że jest to kolejna moda, która jak każda przychodzi i odchodzi.


 robaki2

Gdy Ci smutno, gdy Ci źle... przeczytaj książki te!

Znacie na pewno ten stan, gdy rzeczywistość skrzeczy, a złowróżbne informacje w mediach wypełniają nasze dni, to właśnie wtedy najbardziej p...